Dom pogrzebowy

Kiedy w Dobczyckim skansenie pojawił się ponad stuletni karawan pozyskany z Bęczarki, powstała konieczność stworzenia dla niego oddzielnego pomieszczenia. I okazało się, że w tym pomieszczeniu można zgromadzić różne przedmioty związane z miejscami pochówku zmarłych i ze zwyczajami pogrzebowymi naszego regionu, które odchodzą w niepamięć.

W zamierzchłej przeszłości słowiańscy zmarli po spopieleniu na stosie chowani byli w kurhanach. Ich ślady pochodzące z VII – IX w. znajdują się w lasach Kornatki.

Chrześcijaństwo nakazywało grzebanie zmarłych pod kościołami i na cmentarzach zwykle kościół otaczających. Do dzisiaj zachowały się groby wokół kościoła w Dziekanowicach czy Raciechowicach, a w Myślenicach nadal chowa się zmarłych obok kościoła św. Jakuba na Stradomiu. Stare cmentarze założone poza kościołem, na których już nie dokonuje się pochówku spotkamy w Dziekanowicach i Zakliczynie. Wznoszą się na nich krzyże i kamienne pomniki wykonane przez mistrzów kamieniarstwa artystycznego z Dziekanowic i Borzęty.

Przy ulicy Górskiej w Dobczycach - znajdującej się niegdyś poza miastem - założono cmentarz, na którym grzebano zmarłych w czasie epidemii cholery. Dzisiaj przypomina o tym tylko krzyż i lipy rosnące na wzgórzu. Mają swoje miejsca cmentarze wojenne: najdalej wysunięty na wschód cmentarz z okresu I wojny światowej w Banowicach, z okresu II wojny na ulicy Jałowcowej w Dobczycach, symboliczny grób Konfederatów Barskich na cmentarzu Komunalnym i poległych partyzantów pod Grodziskiem w Poznachowicach Górnych.

Obecnie w Dobczycach funkcjonują trzy cmentarze, dwa z nich założone w XIX w to „Stróżnica” i Jeleniec”, trzeci, współczesny, znajduje się przy ulicy Garncarskiej. Z momentem śmierci wiązało się wiele zwyczajów i przesądów. Śmierć bowiem według wierzeń ludowych rzadko człowieka zaskakiwała. Poprzedzały ją zwykle różnego rodzaju znaki, np. wycie psa, krzyk sowy w pobliżu domu, nieuzasadniony upadek obrazu.

Dla oświetlenia drogi duszy i odpędzenia złych demonów palono zawsze przy zwłokach światło, a w czasie „pustych nocy” /od zgonu do pogrzebu/ czuwano przy trumnie śpiewając pieśni żałobne i odmawiając modlitwy za duszę zmarłego. Do trumny dawano zmarłemu różaniec i pieniążek, aby mógł zapłacić św. Piotrowi za otwarcie bramy niebios. Zmarłego należało zawsze wynosić z domu nogami naprzód, trzykrotnie stukając o próg.

Kondukt sunął polną drogą, skrzypiał wóz, słychać było śpiew, nad który wybijał się głos przewodnika prowadzącego pogrzeb. Przy wiejskim krzyżu czy kapliczce kondukt stawał, opuszczano trumnę, aby zmarły po raz ostatni mógł oddać cześć świątkom, tak jak czynił to za życia. Jeden ze znaczniejszych gospodarzy w imieniu wszystkich żegnał w pięknej oracji zmarłego. 
Na cmentarzu po ceremoniach kościelnych przy spuszczaniu trumny do grobu każdy z uczestników pogrzebu rzucał na trumnę garstkę ziemi, mówiąc : „niech ci ziemia lekką będzie”

Kiedy zmarł mieszkaniec Dobczyc należący do Cechu np. Wielkiego, Szewskiego, Rzeźniczego, Kuśnierskiego czy Krawieckiego przynoszono do jego domu lichtarze i świece będące własnością cechu. Świeciły się one aż do pogrzebu. 
W dniu pogrzebu członkowie danego cechu przynosili nosze /mary/ i przykrywali je kapą z krzyżem. W kondukcie pogrzebowym niesiono czarne chorągwie cechowe. W czasie żałobnej mszy wokół katafalku oprócz lichtarzy kościelnych ustawione były lichtarze cechowe, a młodzi ludzie z cechu świecili świece stojąc wokół.